Wspomnienie o Janku Gołębiewskim
Na miejscu, gdzie jeszcze niedawno wznosiły się mury stuletniej szkoły – Liceum im. Tomasza Zana w Pruszkowie, kilka lat temu powstał nowy szkolny budynek, piękny i nowoczesny, chluba włodarzy miasta i radość dla kolejnego pokolenia „Zaniaków” i ich nauczycieli. Szkoła o tak długiej historii i pięknej tradycji to wielkie bogactwo wspomnień o ludziach i wydarzeniach opisanych w przeróżnych publikacjach, to także pamiątki, które w jakiejś części udało się ocalić od zapomnienia, w tym pamiątkowe tablice ze starego budynku. Zachowano także niewielki, ale jakże cenny fragment ściany z tzw. sali pompejańskiej z malowidłami wykonanymi przez nauczyciela tej szkoły Wacława Prusaka.
Profesora Prusaka z rozrzewnieniem i wielką sympatią wspominają absolwenci szkoły, którzy, tak jak ja, mieli szczęście być jego uczniami. Miał profesor niepozorną posturę, był niedużego wzrostu, ale posiadał wielkie serce i wielki talent, który to talent szlifował, jako młody człowiek w Szkole sztuk Pięknych w Odessie, a później w latach 1911- 1918 w petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jego ostatni zawodowy przystanek to praca w pruszkowskim liceum. Uczył nas rysowania, uczył nas śpiewania, ale przede wszystkim uczył nas otwarcia na sztukę, otwarcia na piękno, które ta sztuka w sobie niesie. Trudno mi ocenić, ile owoców wyrosło z tych wszystkich ziaren, które posiał w młodych duszach swoich uczniów, ale wiem, że jego najzdolniejszym i najbardziej utalentowanym pod względem artystycznym uczniem był niewątpliwie Janek Gołębiewski.
Tak o swoim nauczycielu –przewodniku i mentorze napisał Janek po latach we wstępie do katalogu pt. „Akwarele”:
„Ze wzruszeniem i swoistą apoteozą wspominam pana profesora Prusaka, bo to właśnie On zaszczepił pod moim beretem te wartości, którym, jak sądzę, jestem wierny blisko pięćdziesiąt lat. Kiedy przemierzam szlaki Jego wędrówek malarskich, budzą się we mnie podobne fascynacje twórcze? Słońce, chmury, stawy, łąki niewiele się zmieniły i oby tak było jeszcze długo.”
Janek odszedł 1 października 2022 roku, miał 78 lat, długo chorował.
Odszedł, ale jak w starożytnej Horacjańskiej maksymie: non omnis moriar – nie wszystek umrę, zostawił po sobie przeogromną spuściznę w postaci przepięknych malarskich dzieł, którymi kolejne pokolenia będą mogły się zachwycać.
Chodziliśmy do tej samej szkoły, ale w innym czasie, dlatego nasza przyjaźń to okres kilkunastu ostatnich lat, kiedy to znaleźliśmy się w gronie przyjaciół i miłośników naszej starej, poczciwej „budy”, czyli Liceum im. Tomasza Zana. Janek uczestniczył w szkolnych spotkaniach, także tych z okazji świąt i różnych szkolnych jubileuszy, a ja byłam pod urokiem jego przepięknych akwarel. Zapraszał mnie na swoje liczne wystawy, o których potem pisałam w moim magazynie Polish Market w stałym dziale poświęconym kulturze. Zawsze malarstwo było dziedziną sztuki bliską memu sercu, nieprzypadkowo, kiedy kończyłam studia na warszawskim uniwersytecie taki wybrałam sobie temat pracy dyplomowej: „Związki literatury Młodej Polski z malarstwem”.
Tym bardziej doceniałam trudną sztukę techniki akwarelowej, w której wykorzystuje się farby wodne, sztukę, która polega na malowaniu wodną zawiesiną pigmentów na celulozowym albo bawełnianym papierze. Technika akwarelowa jest uważana przez znawców sztuki malarskiej za jedną z najtrudniejszych, ponieważ trudno jest przy tej technice nanosić jakiekolwiek poprawki, co przekłada się na konieczność dokładnego i niemal precyzyjnego nakładania farb na papier.
Dla mnie malarstwo akwarelowe jest niczym poezja wyrażana barwą delikatną, zwiewną i nad wyraz subtelną, to liryczne przedstawienie tego, co niemal niewyrażalne, eteryczne, trudno uchwytne, to wreszcie nastrój wyczarowany z pastelowych barw prześwietlonych promieniami słońca, mglistym światłocieniem, srebrem księżycowej poświaty. To muzyka duszy. Takie uczucia zawsze mi towarzyszą, kiedy patrzę na obrazy Janka zawieszone na jasno liliowej ścianie w moim pokoju w Owczarni, w miejscu, gdzie piszę teraz te słowa.
Janek malował przede wszystkim pejzaże, zainspirowany przyrodą okolicznych ogrodów, parków, lasów i łąk, ale też malował kwiaty, portrety, konie, architekturę. Osobiście najbardziej cenię i lubię jego przepiękne pejzaże. Może to wynika z sentymentu do czasów dzieciństwa i młodości, kiedy wiosenną, letnią lub jesienną porą beztrosko wędrowałam z przyjaciółmi po okolicznych lasach i zielonych łąkach, oddychając głęboko świeżym powietrzem, jakże odmiennym od tego wdychanego pośród miejskich bruków. Ciekawe, że minęło tyle lat od tamtych czasów i nic się w moich upodobaniach nie zmieniło, chociaż… nie do końca, dopiero teraz tak naprawdę i całkiem na serio doceniam piękno przyrody, która mnie otacza, doceniam każdego dnia, który przychodzi, każdego dnia, za który dziękuję Bogu, że jestem i wciąż mogę się zachwycać jak w Norwidowskim liryku nawet „listkiem do szyby przyklejonym, deszczu kropelką”.
Na jednym z moich ulubionych akwarelowych pejzaży z datą 20 listopada 2003 roku Janek napisał mi taką dedykację: „ Krysiu, zamiast kwiatka zechciej przyjąć ten obrazek, jako przypomnienie jesiennych łąk pod Komorowem czy w Kaniach.” Nie wiem czy jakakolwiek fotografia tak czule by mi przypomniała te znajome okolice. I trudno w tym miejscu nie przytoczyć słów profesora Marka Kwiatkowskiego, kuratora, a następnie wieloletniego dyrektora Muzeum Łazienki Królewskie, słów, które nic nie straciły na aktualności:
„Szanowny Panie Janie! Gdy patrzę na prace Pańskie to odnajduję siebie, bo również i dla mnie walor cienia, ruch fali morskiej, rysunek gałęzi na tle nieba – to sprawy nieśmiertelne. A gdy słucham Pańskiej mowy / tak pięknej / — to odnajduję zgodność idealną między myślą, uczuciem, umiejętnością. Osiągnął Pan równowagę, pozwalającą żyć wokół zgiełku, zbiorowej nonszalancji i kabotyństwa. Nie ma dla nas innej drogi, jak brać sztalugi i farby, i usiąść, patrzeć… i przelewać swe wzruszenia na płaszczyznę dwuwymiarową.
Trochę na malarstwie się znam – to znaczy na tej wspaniałej fazie Kossaków, Masłowskiego, Wyczółkowskiego i Fałata. Podąża Pan ich drogą. Jak dobrze, że Pana poznałem.”
Tak, to wielkie szczęście, jak na swojej życiowej drodze uda się spotkać ludzi mądrych, szlachetnych, ludzi, którzy wnoszą coś niezwykłego i wielkiego nie tylko do naszego życia, ale i do życia całej ludzkiej społeczności. Janek, jako artysta na pewno takie wartości do panteonu ludzkich zasług wniósł. Jednak mam nieodparte wrażenie, że ten cichy i skromny człowiek nie był specjalnie doceniany. Fakt, celebrytą nie był i nie chciał być, nigdy nie zabiegał o rozgłos i poklask, chociaż niewątpliwie na to zasługiwał.
Na ostatniej pożegnalnej mszy w pruszkowskim kościele nie widać było młodych ludzi ze szkoły, której był absolwentem. Nie pojawiły się szkolne sztandary, jak to się zdarza, gdy umiera ktoś ważny z „zanowskiego” grona. Smutno, no cóż, to był „tylko” artysta, i w dodatku ciągle jeszcze do końca „nie odkryty”. Mam cichą nadzieję, że może na szkolnej ścianie z pamiątkami, obok wspomnień o profesorze Wacławie Prusaku, znajdzie się kawałek miejsca na jeden, a może i kilka obrazów jego ucznia.
Nie bez kozery rozpoczęłam, moje pożegnalne wspomnienie o Janku Gołębiewskim od przybliżenia postaci profesora Prusaka, bo ostatnio dość często zastanawiam się nad współczesnym etosem nauczyciela, ale też nad relacją profesor – uczeń, relacją coraz mniej docenianą, a przecież tak bardzo istotną w kształtowaniu umysłu, ale w jakiejś mierze także charakteru i całej złożonej osobowości młodego człowieka.
„Cnotą jest mądrość, a mądrość to wiedza” – mówił Sokrates i jak głosi legenda temu wielkiemu filozofowi przyśniło się kiedyś, że trzyma na kolanach małego łabędzia, który nagle urósł, po czym rozpostarł skrzydła, wzbił się w powietrze i przepięknie zaśpiewał. Kiedy następnego dnia przedstawiono mu Platona, uznał to za proroczy znak i tak zaczęła się historia tej niezwykłej przyjaźni najwybitniejszego w naszych dziejach filozofa i jego ucznia.
Czy zastawiamy się czasem, jak ważną sprawą dla każdego człowieka jest mieć w młodości dobrego nauczyciela?
Moje zawodowe życie zapewne zupełnie inaczej by się potoczyło, gdyby nie wspaniała, mądra i charyzmatyczna polonistka – Stanisława Ostrowska. Zawdzięczam jej drogę, którą wybrałam, i którego to wyboru nigdy nie żałowałam.
Podobnie dla Janka jego profesor, który był zresztą jedynym nauczycielem, wprowadzającym go w arkana sztuki malarskiej, ukształtował całą jego późniejszą osobowość. Dzięki niemu Jan pozostał wierny swojej pasji, chociaż kształcił się w zupełnie innym kierunku.
Zastanawiam się, jak wobec wyraźnego w ostatnim czasie deprecjonowania pozycji nauczyciela, w tym osłabienia jego ekonomicznej pozycji na tle innych zawodów, będzie wyglądała edukacja polskiej młodzieży? Co zrobią na przykład historycy, nakłaniani do korzystania z tendencyjnego podręcznika pisanego na zamówienie jednej partyjnej formacji? Jak będzie oceniana praca nauczycieli bez kwalifikacji, ale zatrudnianych, by zatkać przysłowiowe dziury kadrowe? Czy zawód nauczyciela stanie się, jak kiedyś, na tyle atrakcyjny i prestiżowy, aby wybierali go ludzie wybitnie zdolni, ludzie, którzy swoim talentem i pasją będą mogli „zarazić” swoich uczniów?
Dużo jest tych pytań jeszcze, ale najważniejsze moje pytanie, jest takie: Co powinno się wydarzyć, żeby odbudować jedną z najważniejszych i najpiękniejszych relacji międzyludzkich, jaką jest relacja nauczyciel – uczeń, relacja oparta na szacunku wzajemnym, mądrości i wartościach przekazywanych drugiemu człowiekowi, wartościach, które są nie tylko w ludzkich sumieniach, ale i w zapisach zawartych w Karcie Nauczyciela z 2002 roku w art. 6, oto fragment tego zapisu:
„Nauczyciel obowiązany jest kształcić i wychowywać młodzież w umiłowaniu Ojczyzny, w poszanowaniu Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, w atmosferze wolności sumienia i szacunku dla każdego człowieka, dbać o kształtowanie u uczniów postaw moralnych i obywatelskich zgodnie z ideą demokracji, pokoju i przyjaźni między ludźmi różnych narodów, ras i światopoglądów.”
Krystyna Wożniak Trzosek – polonistka, dziennikarka, absolwentka i była nauczycielka w Liceum im T. Zana w Pruszkowie, w latach 1996- 2020 wydawca i redaktor naczelna anglojęzycznego magazynu ekonomicznego Polish Market, autorka wydanej niedawno książki pt. „Motyl w środku zimy”.
W piątek wieczorem zmarł wychowanek i absolwent Liceum Ogólnokształcącego im. Tomasza Zana w Pruszkowie Henryk Hoser.
Arcybiskup Henryk Hoser był duchownym rzymskokatolickim, pallotynem, a także lekarzem. Ponadto sprawował wiele funkcji kościelnych m.in. w latach 2008 – 2017 był biskupem diecezjalnym warszawsko-praskim, a od 2018 r. wizytatorem apostolskim w Medziugoriu.
Abp Henryk Hoser był Członkiem Honorowym Towarzystwa Absolwentów, Wychowanków i Przyjaciół Gimnazjum i Liceum im. Tomasza Zana w Pruszkowie, wyróżnionym przez Towarzystwo Medalem okolicznościowym Zasłużony dla społeczności LO T. Zana.
Abp Henryk Hoser wielokrotnie brał udział w organizowanych przez Towarzystwo spotkaniach Świątecznych, a także uroczystościach szkolnych.
Zarząd Towarzystwa
31 lipca na uroczystej Mszy św. Żałobnej pożegnaliśmy Irenę Horban, wychowankę pruszkowskiego Liceum im. Tomasza Zana ,absolwentkę Wydziału Filozofii (Historii) Uniwersytetu Warszawskiego, niestrudzoną działaczkę społeczną odznaczoną za całokształt swojej działalności Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Pośmiertnie otrzymała jeszcze dwa kolejne odznaczenia : od ministra Obrony Narodowej – Medal za Zasługi dla Obronności Kraju i Krzyż Niepodległości w 100 Rocznicę Odzyskania Niepodległości Polski przyznany przez kapitułę Złotej Odznaki św. Floriana „Mazovia”.
Kościół p.w. św. Kazimierza w Pruszkowie ledwo mieścił zgromadzonych ludzi wokół mnóstwa wielobarwnych wiązanek kwiatów i wieńców okalających trumnę z bukietem białych róż. Przy trumnie oddająca hołd Zmarłej warta Strzelców Rzeczpospolitej i Harcerzy. Obecne sztandary szkół, organizacji pozarządowych, jednostek administracyjnych Pruszkowa stwarzały podniosłą atmosferę uroczystości.
Było też zdjęcie Ireny, jak zwykle uśmiechniętej. Ten uśmiech towarzyszył Zmarłej przez całe życie, uśmiechem pokrywała wszystkie trudności.
Zapamiętamy Irenkę taką uśmiechniętą, jak na tej fotografii.
Dużo ludzi zabierało głos – Pan Starosta i Prezydent miasta, przedstawiciele organizacji pozarządowych, żegnali swoją druhnę harcerze. Wszyscy wyrażali szacunek i podziękowanie za długie lata dobrej współpracy ze Zmarłą, podkreślali Jej kulturę osobistą, pracowitość i życzliwość, jaką miała dla ludzi, a przede wszystkim wyrażali wielki żal, że Ireny już nie ma wśród nas
Kim była Irena, co spowodowało, że tak tłumnie żegnali Ją Pruszkowiacy ?
Irena Horban była człowiekiem wyjątkowym, była wszędzie tam, gdzie odbywało się jakieś wydarzenie w Pruszkowie, bo kochała to miasto i służyła temu miastu, tak – służyła przez całe życie.
Była działaczką opozycji antykomunistycznej, współzałożycielką Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” w Pruszkowie, a także radną Pruszkowa przez dwie kadencje. Otrzymała od Prezydenta miasta wyróżnienie – statuetkę URBS NOVA, a w 2018 roku została Honorowym Obywatelem Miasta Pruszkowa.
Życzliwa dla ludzi pracowała w wielu organizacjach społecznych wnosząc do każdej z nich nowe pomysły na lepsze, bardziej owocne działanie.
Ulubioną szkołą Ireny było nasze Liceum Ogólnokształcące im. Tomasza Zana, którego była uczennicą i przez wiele lat wykładała w nim historii. Za długoletnią pracę pedagogiczną otrzymała złoty Krzyż Zasługi, Medal Komisji Edukacji Narodowej, a także Srebrny i Złoty Medal Zasłużony Działacz Kultury. Kiedy w 1984 roku powstawało Towarzystwo Absolwentów, Wychowanków i Przyjaciół Gimnazjum i Liceum im. T. Zana w Pruszkowie oczywiście wśród jego założycieli nie mogło zabraknąć Ireny. Od początku istnienia Towarzystwa była członkiem zarządu, później przez kilka kadencji jego prezesem.
Otrzymała ustanowiony przez Towarzystwo Absolwentów Medal ZASŁUŻONY DLA SPOŁECZNOŚCI LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCEGO TOMASZA ZANA.
Ale najważniejszą dla Ireny organizacją, dla której czyniła najwięcej starań było założone w 1970 roku Pruszkowskie Towarzystwo Kulturalno – Naukowe. Była jego prezesem od 2000 roku i pełniła tę funkcję do końca życia. Działalność tego Towarzystwa można określić, że jest ono dla Pruszkowa i Pruszkowiaków. Wydawany przez tę organizację dwa razy w roku Przegląd Pruszkowski to skarbnica wiedzy o historii miasta, jego mieszkańcach, bohaterach wojennych, ludziach kultury i nauki, o osobach zasłużonych dla Pruszkowa. Ta publikacja ukazująca się dwa razy w roku rozprowadzana bezpłatnie jest dostępna dla wszystkich mieszkańców naszego miasta. Otrzymuje ją Starostwo Powiatowe, Urząd Miasta, pruszkowskie szkoły, Biblioteka Powiatowa, muzeum Dulag 121 i Muzeum Starożytnego Hutnictwa, parafie pruszkowskich kościołów, a także jest dostarczana do Muzeum Historycznego m.st. Warszawy, do sióstr zakonnych w Niepokalanowie.
Od dzieciństwa zafascynowana harcerstwem zorganizowała Koło Młodych Przyjaciół PTK-N, przy którym powstała 41. Pruszkowska Drużyna Harcerska „Sokół”. Opiekę nad nią sprawowała właśnie Irena Horban, Jej podopiecznym był też Szczep Harcerskich Drużyn Sokolich. To dzięki doskonałej współpracy z harcerzami mogły odbyć się wycieczki PTK-N do Lwowa, Wilna, na Białoruś. W uznaniu zasług otrzymała druhna Irena Srebrną Honorową Odznakę Przyjaciół Harcerstwa.
Wielką zasługą Ireny jest opracowanie II wydania albumu „Miejsca Pamięci w Pruszkowie”. Jest to dokument historyczny przedstawiający szczegółowy opis zabytków Pruszkowa i sylwetki zasłużonych Pruszkowiaków uhonorowanych tablicami pamiątkowymi rozmieszczonymi w różnych miejscach miasta. Szczegółowy opis przedstawianego obiektu, rzetelny przekaz ludzkich dokonań, barwne zdjęcia i profesjonalna grafika Jerzego Blancarda stawiają to wydawnictwo na wysokim poziomie dokumentalnym i estetycznym.
Dziękujemy Ci Irenko za tę niezłomną wolę upamiętnienia naszej historii !
Pani Irena Horban była też członkiem pruszkowskiego Koła nr 6 Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, pełniła funkcję sekretarza, odznaczona Medalami „Pro Patria” i „Pro Memoria”.
Jako urodzona społecznica nie mogła stać biernie podczas II wojny światowej. Niosła wieloraką pomoc rannym w Powstaniu Warszawskim pacjentom pruszkowskiego szpitala a także mieszkańcom Warszawy wygnanym przez Niemców ze stolicy i osadzonym w obozie przejściowym Dulag 121 w Pruszkowie.
Dziś trudno pogodzić się z tym, że Ireny nie ma wśród nas – energicznej, ciągle działającej, zapracowanej, ale stale uśmiechniętej. Zostanie w naszej pamięci na długo, bo niewymierna jest pamięć o ludziach nieprzeciętnych, wyjątkowych, którym wiele zawdzięczamy.
Barbara Ratyńska
matura 1953
Sekretarz Zarządu Towarzystwa
Pruszków dnia 24.03.2020r.
W dniu dzisiejszym żegnamy Andrzeja Gmocha, nauczyciela, trenera, człowieka, który całe życie poświęcił wychowaniu dzieci i młodzieży, pracując w szkołach i klubach sportowych naszego miasta i Warszawy.
Po ukończeniu liceum im. Tomasza Zana w Pruszkowie, studiował na AWF w Warszawie uzyskując tytuł magistra wf oraz trenera koszykówki.
Po studiach pracował w szkole podstawowej w Podkowie Leśnej, później w Pruszkowie i Warszawie. Praca jego owocowała licznymi sukcesami, a Jego wychowankowie osiągali wyżyny, nie tylko w sporcie, ale i w życiu prywatnym. Ciepły i serdeczny, skory do żartów i dowcipu, słynny ze swoich kolorowych opowieści.
Zawsze kierował się zasadą – „pierwsi w sporcie i pierwsi w nauce”.
Jako zawodnik i trener dołączył do drużyny koszykarskiej Znicza Pruszków, oraz rozpoczął pracę z młodzieżą pruszkowskich szkół.
W 1953 roku wraz z Pawłem Wiśniowskim założył klub MKS „Ogniwo” Pruszków. W klubie tym działały sekcje koszykówki chłopców i piłki ręcznej. Za Jego sprawą powstała sekcja koszykówki dziewcząt, którą później przekazał trenerowi Ryszardowi Woźniakowi. W roku 1962 prowadzony przez niego zespół chłopców zdobył w Zielonej Górze, wicemistrzostwo Polski juniorów.
Następnym etapem w Jego życiu była praca w Polonii Warszawa, zabrał tam ze sobą swojego najlepszego wychowanka-reprezentanta Polski Andrzeja Nowaka. Tam rozpoczął pracę z grupami młodzieżowymi, a od sezonu 1967/68 został pierwszym trenerem ekstraklasy tego zespołu. Pracę trenerską kontynuował do sezonu 1972/73 zdobywając w roku 1972 – III miejsce i brązowy medal Mistrzostw Polski, a w roku 1969 Puchar Polski, co umożliwiło start w rozgrywkach europejskich – Pucharze Zdobywców Pucharu.
Kończąc pracę na ławce trenerskiej, przez okres trzech lat pełnił funkcję szefa wyszkolenia sportowego w w/w klubie.
Po powrocie do Pruszkowa na początku lat 80-tych został Naczelnikiem Wydziału Oświaty w Urzędzie Miejskim. Przez wiele lat organizował sport szkolny na terenie naszego miasta, inicjował budowę obiektów sportowych, wprowadził do szkół obowiązkową naukę pływania, był pomysłodawcą „Sportu w wolne soboty” i wielu jeszcze innych projektów. W 1985 roku przekazał nowo wybudowaną halę sportową na ul. Gomulińskiego do Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego.
W miarę możliwości zwiększał ilość godzin wf do 3 – 4 tygodniowo. Wraz z trenerem Jerzym Kwasiborskim prowadził kursy instruktorskie w Pruszkowie, Warszawie i wielu miastach Polski.
Po przejściu na zasłużoną emeryturę, wspierał nas – młodszych trenerów swoim doświadczeniem i radą. Potrafił zawsze znaleźć czas dla każdego kto prosił o wsparcie lub pomoc. W ciepłych słowach, niekiedy żartem przekazywał swoje cenne uwagi i spostrzeżenia, z których mogliśmy korzystać wielokrotnie, za co jesteśmy dzisiaj bardzo wdzięczni.
Dziękujemy Ci za Twoją obecność, działalność i dobro jakie od Ciebie doświadczyliśmy. Pozostaniesz w naszych myślach i sercach na zawsze. Spoczywaj w pokoju…
Andrzej „Bill” Nowak
Jerzy Kwasiborski
Tak niedawno, bo 25 października 2019 roku, byłem z wizytą u pana Andrzeja Gmocha z okazji obchodów XXXV – lecia Towarzystwa Absolwentów, Wychowanków i Przyjaciół Liceum im. T. Zana w Pruszkowie.
Razem z Prezesem Cezarym Grzelakiem miałem przyjemność wręczyć Panu Andrzejowi medal „ Zasłużony dla Środowiska Zaniaków”.
Nestor Towarzystwa, jeden z jego założycieli, był bardzo wzruszony tym wyróżnieniem. Jednak na jego twarzy było widać oznaki nieuleczalnej choroby z jaką musiał walczyć.
Dzisiaj, 17 marca 2020 roku, po pięciu miesiącach od naszej wizyty, Pan Andrzej odszedł na wieczny spoczynek. Tej ostatniej walki nie zdołał wygrać, nie mógł się jej przeciwstawić. Wielki smutek zapanował w moim sercu oraz w sercach tych, z którymi współpracował.
Pan Andrzej był moim mentorem, przyjacielem, wychowawcą i wzorem do naśladowania. W koszykówce nauczył mnie prawie wszystkiego, interesował się również moją edukacją i wychowaniem, doradzał w podejmowaniu rozważnych, życiowych decyzji. W 1967 roku on i jego małżonka byli świadkami na moim ślubie, z Barbarą – moją żoną.
W czasie swojej pracy trenerskiej wychował wielu zawodników, kontynuujących jego pasję – koszykówkę i motto życiowe – dążyć do doskonałości.
Jest we mnie wielki żal, że odszedł tak szybko.
Żegnaj mój Profesorze, żegnaj „Panie magistrze”. Pozostaniesz w moim sercu na zawsze.
Twój wychowanek, wdzięczny za wszystko, Andrzej Nowak – „Bill”
Uroczystości pogrzebowe śp. Andrzeja Gmocha odbędą się w dn. 24 marca br. (wtorek) o godz. 11.00 w kościele Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Po mszy odprowadzenie na cmentarz pruszkowski (obok).