Wspomnienie o Janku Gołębiewskim

Na miejscu, gdzie jeszcze niedawno wznosiły się mury stuletniej szkoły – Liceum im. Tomasza Zana w Pruszkowie, kilka lat temu powstał nowy szkolny budynek, piękny i nowoczesny, chluba włodarzy miasta i radość dla kolejnego pokolenia  „Zaniaków” i ich nauczycieli. Szkoła o tak długiej historii i pięknej tradycji to wielkie bogactwo wspomnień o ludziach i wydarzeniach opisanych w przeróżnych publikacjach, to także pamiątki, które w jakiejś części udało się ocalić od zapomnienia, w tym pamiątkowe tablice ze starego budynku.  Zachowano także niewielki, ale jakże cenny fragment ściany z tzw. sali pompejańskiej z malowidłami wykonanymi przez nauczyciela tej szkoły Wacława Prusaka.

Profesora Prusaka z rozrzewnieniem i wielką sympatią wspominają absolwenci szkoły, którzy, tak jak ja, mieli szczęście być jego uczniami.  Miał profesor niepozorną posturę, był niedużego wzrostu, ale posiadał wielkie serce i wielki talent, który to talent szlifował, jako młody człowiek w Szkole sztuk Pięknych w Odessie, a później w latach 1911- 1918 w petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych.  Jego ostatni zawodowy przystanek to praca w pruszkowskim liceum. Uczył nas rysowania, uczył nas śpiewania, ale przede wszystkim uczył nas otwarcia na sztukę, otwarcia na piękno, które ta sztuka w sobie niesie. Trudno mi ocenić, ile owoców wyrosło z tych wszystkich ziaren, które posiał w młodych duszach swoich uczniów, ale wiem, że jego najzdolniejszym i najbardziej utalentowanym pod względem artystycznym uczniem był niewątpliwie Janek Gołębiewski.

Tak o swoim nauczycielu –przewodniku i mentorze napisał Janek po latach we wstępie do katalogu pt. „Akwarele”:

„Ze wzruszeniem i swoistą apoteozą wspominam pana profesora Prusaka, bo to właśnie On zaszczepił pod moim beretem te wartości, którym, jak sądzę, jestem wierny blisko pięćdziesiąt lat. Kiedy przemierzam szlaki Jego wędrówek malarskich, budzą się we mnie podobne fascynacje twórcze? Słońce, chmury, stawy, łąki niewiele się zmieniły i oby tak było jeszcze długo.”

Janek odszedł 1 października 2022 roku, miał 78 lat, długo chorował.

Odszedł, ale jak w starożytnej Horacjańskiej maksymie: non omnis moriar – nie wszystek umrę, zostawił po sobie przeogromną spuściznę w postaci przepięknych malarskich dzieł, którymi kolejne pokolenia będą mogły się zachwycać.

Chodziliśmy do tej samej szkoły, ale w innym czasie, dlatego nasza przyjaźń to okres kilkunastu ostatnich lat, kiedy to znaleźliśmy się w gronie przyjaciół i miłośników naszej starej, poczciwej „budy”, czyli Liceum im. Tomasza Zana. Janek uczestniczył w szkolnych spotkaniach, także tych z okazji świąt i różnych szkolnych jubileuszy, a ja byłam pod urokiem jego przepięknych akwarel. Zapraszał mnie na swoje liczne wystawy, o których potem pisałam w moim magazynie Polish Market w stałym dziale poświęconym kulturze. Zawsze malarstwo było dziedziną sztuki bliską memu sercu, nieprzypadkowo, kiedy kończyłam studia na warszawskim uniwersytecie taki wybrałam sobie temat pracy dyplomowej: „Związki literatury Młodej Polski z malarstwem”.

Tym bardziej doceniałam trudną sztukę techniki akwarelowej, w której wykorzystuje się farby wodne, sztukę, która polega na malowaniu wodną zawiesiną pigmentów na celulozowym albo bawełnianym papierze.  Technika akwarelowa jest uważana przez znawców sztuki malarskiej za jedną z najtrudniejszych, ponieważ trudno jest przy tej technice nanosić jakiekolwiek poprawki, co przekłada się na konieczność dokładnego i niemal precyzyjnego nakładania farb na papier.

Dla mnie malarstwo akwarelowe jest niczym poezja wyrażana barwą delikatną, zwiewną i nad wyraz subtelną, to liryczne przedstawienie tego, co niemal niewyrażalne, eteryczne, trudno uchwytne, to wreszcie nastrój wyczarowany z pastelowych barw prześwietlonych promieniami słońca, mglistym światłocieniem, srebrem księżycowej poświaty. To muzyka duszy. Takie uczucia zawsze mi towarzyszą, kiedy patrzę na obrazy Janka zawieszone na jasno liliowej ścianie w moim pokoju w Owczarni, w miejscu, gdzie piszę teraz te słowa.

Janek malował przede wszystkim pejzaże, zainspirowany przyrodą okolicznych ogrodów, parków, lasów i łąk, ale też malował kwiaty, portrety, konie, architekturę. Osobiście najbardziej cenię i lubię jego przepiękne pejzaże. Może to wynika z sentymentu do czasów dzieciństwa i młodości, kiedy wiosenną, letnią lub jesienną porą beztrosko wędrowałam z przyjaciółmi po okolicznych lasach i zielonych łąkach, oddychając głęboko świeżym powietrzem, jakże odmiennym od tego wdychanego pośród miejskich bruków. Ciekawe, że minęło tyle lat od tamtych czasów i nic się w moich upodobaniach nie zmieniło, chociaż… nie do końca, dopiero teraz tak naprawdę i całkiem na serio doceniam piękno przyrody, która mnie otacza, doceniam każdego dnia, który przychodzi, każdego dnia, za który dziękuję Bogu, że jestem i wciąż mogę się zachwycać jak w Norwidowskim liryku nawet „listkiem do szyby przyklejonym, deszczu kropelką”.

Na jednym z moich ulubionych akwarelowych pejzaży z datą 20 listopada 2003 roku Janek napisał mi taką dedykację: „ Krysiu, zamiast kwiatka zechciej przyjąć ten obrazek, jako przypomnienie jesiennych łąk pod Komorowem czy w Kaniach.” Nie wiem czy jakakolwiek fotografia tak czule by mi przypomniała te znajome okolice. I trudno w tym miejscu nie przytoczyć słów profesora Marka Kwiatkowskiego, kuratora, a następnie wieloletniego dyrektora Muzeum Łazienki Królewskie, słów, które nic nie straciły na aktualności:

„Szanowny Panie Janie!  Gdy patrzę na prace Pańskie to odnajduję siebie, bo również i dla mnie walor cienia, ruch fali morskiej, rysunek gałęzi na tle nieba – to sprawy nieśmiertelne. A gdy słucham Pańskiej mowy / tak pięknej / — to odnajduję zgodność idealną między myślą, uczuciem, umiejętnością. Osiągnął Pan równowagę, pozwalającą żyć wokół zgiełku, zbiorowej nonszalancji i kabotyństwa. Nie ma dla nas innej drogi, jak brać sztalugi i farby, i usiąść, patrzeć… i przelewać swe wzruszenia na płaszczyznę dwuwymiarową.

Trochę na malarstwie się znam – to znaczy na tej wspaniałej fazie Kossaków, Masłowskiego, Wyczółkowskiego i Fałata. Podąża Pan ich drogą. Jak dobrze, że Pana poznałem.”

Tak, to wielkie szczęście, jak na swojej życiowej drodze uda się spotkać ludzi mądrych, szlachetnych, ludzi, którzy wnoszą coś niezwykłego i wielkiego nie tylko do naszego życia, ale i do życia całej ludzkiej społeczności. Janek, jako artysta na pewno takie wartości do panteonu ludzkich zasług wniósł. Jednak mam nieodparte wrażenie, że ten cichy i skromny człowiek nie był specjalnie doceniany. Fakt, celebrytą nie był i nie chciał być, nigdy nie zabiegał o rozgłos i poklask, chociaż niewątpliwie na to zasługiwał.

Na ostatniej pożegnalnej mszy w pruszkowskim kościele nie widać było młodych ludzi ze szkoły, której był absolwentem. Nie pojawiły się szkolne sztandary, jak to się zdarza, gdy umiera ktoś ważny z „zanowskiego” grona.  Smutno, no cóż, to był „tylko” artysta, i w dodatku ciągle jeszcze do końca „nie odkryty”.  Mam cichą nadzieję, że może na szkolnej ścianie z pamiątkami, obok wspomnień o profesorze Wacławie Prusaku, znajdzie się kawałek miejsca na jeden, a może i kilka obrazów jego ucznia.  

Nie bez kozery rozpoczęłam, moje pożegnalne wspomnienie o Janku Gołębiewskim od przybliżenia postaci profesora Prusaka, bo ostatnio dość często zastanawiam się nad współczesnym etosem nauczyciela, ale też nad relacją profesor – uczeń, relacją coraz mniej docenianą, a przecież tak bardzo istotną w kształtowaniu umysłu, ale w jakiejś mierze także charakteru i całej złożonej osobowości młodego człowieka. 

„Cnotą jest mądrość, a mądrość to wiedza” – mówił Sokrates i jak głosi legenda temu wielkiemu filozofowi przyśniło się kiedyś, że trzyma na kolanach małego łabędzia, który nagle urósł, po czym rozpostarł skrzydła, wzbił się w powietrze i przepięknie zaśpiewał. Kiedy następnego dnia przedstawiono mu Platona, uznał to za proroczy znak i tak zaczęła się historia tej niezwykłej przyjaźni najwybitniejszego w naszych dziejach filozofa i jego ucznia.

Czy zastawiamy się czasem, jak ważną sprawą dla każdego człowieka jest mieć w młodości dobrego nauczyciela?

 Moje zawodowe życie zapewne zupełnie inaczej by się potoczyło, gdyby nie wspaniała, mądra i charyzmatyczna polonistka – Stanisława Ostrowska. Zawdzięczam jej drogę, którą wybrałam, i którego to wyboru nigdy nie żałowałam.

Podobnie dla Janka jego profesor, który był zresztą jedynym nauczycielem, wprowadzającym go w arkana sztuki malarskiej, ukształtował całą jego późniejszą osobowość. Dzięki niemu Jan pozostał wierny swojej pasji, chociaż kształcił się w zupełnie innym kierunku.

Zastanawiam się, jak wobec wyraźnego w ostatnim czasie deprecjonowania pozycji nauczyciela, w tym osłabienia jego ekonomicznej pozycji na tle innych zawodów, będzie wyglądała edukacja polskiej młodzieży?  Co zrobią na przykład historycy, nakłaniani do korzystania z tendencyjnego podręcznika pisanego na zamówienie jednej partyjnej formacji? Jak będzie oceniana praca nauczycieli bez kwalifikacji, ale zatrudnianych, by zatkać przysłowiowe dziury kadrowe?  Czy  zawód nauczyciela stanie się, jak kiedyś, na tyle atrakcyjny i prestiżowy, aby wybierali go ludzie wybitnie zdolni, ludzie, którzy swoim talentem i pasją będą mogli  „zarazić” swoich uczniów?

Dużo jest tych pytań jeszcze, ale najważniejsze moje pytanie, jest takie: Co powinno się wydarzyć, żeby odbudować jedną z najważniejszych i najpiękniejszych relacji międzyludzkich, jaką jest relacja nauczyciel – uczeń, relacja oparta na szacunku wzajemnym, mądrości i wartościach przekazywanych drugiemu człowiekowi, wartościach, które są nie tylko w ludzkich sumieniach, ale i w zapisach zawartych w Karcie Nauczyciela z 2002 roku w art. 6, oto fragment tego zapisu:

„Nauczyciel obowiązany jest kształcić i wychowywać młodzież w umiłowaniu Ojczyzny, w poszanowaniu Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, w atmosferze wolności sumienia i szacunku dla każdego człowieka, dbać o kształtowanie u uczniów postaw moralnych i obywatelskich zgodnie z ideą demokracji, pokoju i przyjaźni między ludźmi różnych narodów, ras i światopoglądów.” 

 

Krystyna Wożniak Trzosek – polonistka, dziennikarka, absolwentka i była nauczycielka w Liceum im T. Zana w Pruszkowie, w latach 1996- 2020 wydawca i redaktor naczelna anglojęzycznego magazynu ekonomicznego Polish Market, autorka wydanej niedawno książki pt. „Motyl w środku zimy”.

 

 

 

 

Strona 100 lecia Zana
Logo 100 lecia
Strona Liceum

Logo Towarzystwa

Współpraca

Zapraszamy do współpracy

Koleżanki i Koledzy Aby stać się członkiem Towarzystwa wystarczy po zapoznaniu się ze statutem, wypełnić deklaracje członkowską i wysłać ją na adres korespondencyjny podany w zakładce kontakt z nami. Składka członkowska wynosi 50 złotych rocznie.

Kontakt

Deklaracja członkowska

Niezbędne linki
Dokumenty