Niezapomniani

WSPOMNIENIE O RYSZARDZIE

20 maja br odszedł od nas Ryszard Matrzak – ojciec dwóch synów, dziadek i pradziadek , absolwent naszego Liceum im. Tomasza Zana (matura 1950 r.), absolwent Politechniki Warszawskiej.

Znałam Ryszarda od zawsze , był kolegą szkolnym mojego, też już nieżyjącego brata, Tadeusza. Pamiętam, jak przychodził do domu moich rodziców razem z innymi kolegami, grali w szachy, rozmawiali o czymś nieraz bardzo głośno, a ja młodsza od nich plątałam się między nimi z herbatą i kanapkami. Po maturze całkowicie urwał się kontakt między nami.

Dopiero w latach dziewięćdziesiątych minionego wieku spotkałam Ryszarda jako członka Towarzystwa Absolwentów Liceum im. Tomasza Zana w Pruszkowie, organizacji, w której też działałam jako absolwentka tej Szkoły. Wtedy Ryszard był przewodniczącym Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Pruszkowie. Mówił, że w czasie okupacji niemieckiej był członkiem tajnej harcerskiej  organizacji „Szare Szeregi”, a w czasie reżimu stalinowskiego przewodniczył młodzieżowej tajnej organizacji antykomunistycznej „Wolna Młodzież”. Za tę działalność został skazany przez sąd PL na 15 lat więzienia, zwolniony po 19 miesiącach. Po wyjściu na wolność  skończył studia na Politechnice Warszawskiej, był członkiem Koła nr. 6 Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Pruszkowie, był wieloletnim prezesem Pruszkowskiego Oddziału Stowarzyszenia Polskich Kombatantów. Przez całe życie działał odważnie na rzecz szeroko pojętego dobra Polski i upamiętnienia Jej bohaterów.  

Napisał książkę „Ostatni rozkaz”, w której przedstawił sytuację polityczno – społeczną w Polsce Ludowej i działające w niej organizacje antykomunistyczne. Na kartach tej publikacji znajdujemy też opis organizacji prawicowych działających w Pruszkowie po roku 1989 i ich dokonania dla upamiętnienia wydarzeń i  bohaterów niemieckiej i rosyjskiej okupacji Polski.

Otrzymał odznaczenia :

  • Krzyż Komandorski  Odrodzenia Polski
  • Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski
  • Krzyż Zasługi Dla Związku Polaków na Białorusi
  • Medal 100-lecia Niepodległości
  • Złoty Krzyż Polskich Drużyn Strzeleckich
  • Medal Komisji Edukacji Narodowej

Rysiu, na długo zachowamy Cię w pamięci – Barbara Łosiewicz-Ratyńska

JURKU, MOGŁEŚ JESZCZE POŻYĆ!

            Życie każdego z nas kiedyś kończy się zostawiając żal najbliższych, przyjaciół i kolegów za Tym, którego nikt nie zastąpi, bo urzekła nas Jego Osobowość jedyna i niepowtarzalna.

            Dziś w nocy odszedł od nas Jerzy Blancard, absolwent naszego liceum z 1952 roku, architekt, bardzo utalentowany rysownik ilustrator, a przy tym rzeczowy i konsekwentny, koleżeński i uczynny – po prostu dobry człowiek.

            Jego donośny śmiech potrafił do zmęczonego i znudzonego towarzystwa wnieść dobry, swobodny nastrój. Był „duszą towarzystwa”, a jednocześnie skromny, nie narzucający się nikomu, bardzo ceniący prawdę. Środowisko absolwentów Liceum Zana poniosło wielką stratę w odejściu człowieka, który mógł być wzorem do naśladowania dla obecnej młodzieży skierowanej na „mieć” za wszelką cenę.

            Jurku, długo będziemy pamiętać Twój charakterystyczny głos i Twoją zawsze uśmiechniętą twarz.

                                                       

                    Barbara Łosiewicz- Ratyńska               

                                                                                      Matura 1953                            

12 października br odeszła od nas Barbara Magierowska.

Trudno pogodzić się z tym, a jednak . . . to prawda.

Wysportowana, energiczna, mądra i praktyczna była osobą mogącą stanowić wzór systematyczności i konsekwencji . . . .  bardzo mi żal .

Poznałam Basię już wiele lat po maturze, obie zdawałyśmy ją w Liceum im. T. Zana w Pruszkowie w latach pięćdziesiątych – ja wcześniej, Basia nieco później. To w tej Szkole Basia poznała starszego kolegę Stasia Magierowskiego, który okazał się miłością Jej życia. Pobrali się w 1957 roku i doczekali córki Magdy i dwóch wnuczek. Spotykałyśmy się na wykładach Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Sali „Kamyka” w Pruszkowie, bawiłyśmy się na niezapomnianych „Sylwestrach” u Halinki w niewielkim gronie zaniaków, nieraz w gościnnym domu Dziuni. Basia zawsze była ładnie ubrana, uśmiechnięta – można powiedzieć elegancka. . . wielka szkoda, że już nie ma Basi!

Pracowita i energiczna nie poprzestała na ukończeniu SGPiS i już na początku ery komputerów, gdy  każdy z nich był wielkości szafy, podjęła wieczorowe studia informatyczne , po ich ukończeniu pracowała jako programistka by po dwóch latach powrócić do ulubionej księgowości. Dokładna i profesjonalna była dyrektorem finansowym przedsiębiorstwa z branży rolniczej.

Wiek emerytalny nie przeszkodził Basi założyć własnej firmy, którą prowadziła przez prawie 10 lat. Ciekawa świata – podróże były Jej życiową pasją – zwiedziła prawie całą Polskę i kawał świata. Była w Libii, Maroku, Turcji i Grecji, Gruzji i Rosji, na Węgrzech, w Stanach Zjednoczonych, a także w Izraelu i Egipcie. Celem Jej ostatniej , 3-tygodniowej wycieczki były Chiny. Oczywiście, podczas tych podróży doświadczała wielu przygód . Jedną z nich była wygrana podczas gry w ruletkę w Makao.  Podróżowała zawsze z  członkiem najbliższej rodziny i to sprawiało Basi wielką radość.

Nie ma już Basi, lubiłam patrzeć na Jej zgrabną sylwetkę wyróżniającą się stylem ubioru wśród ogólnie panującej „swobody” w damskiej garderobie. Basia była osobą nieprzeciętną dalece odbiegającą od obecnie panującego stylu „bylejakości”, stylu bez poszanowania jakichkolwiek wartości. Na długo zostanie w mojej pamięci Jej wizerunek  godny naśladowania.

 

                                                     Barbara Łosiewicz – Ratyńska

••

Janek, młodszy ode mnie o rok, chodził do niższej klasy, toteż w czasach licealnych był po prostu jednym z kolegów. Widywaliśmy się na szkolnych apelach, na akademiach, na przerwach, w stołówce. 

Prawdziwą znajomość zawarliśmy dopiero w dorosłym życiu, wiele lat po skończeniu szkoły. Któregoś dnia wracałam z pracy w Wydawnictwie Alfa, Janek z Muzeum Pożarnictwa na Chłodnej, gdzie był kustoszem, i wpadliśmy na siebie na dworcu Warszawa Śródmieście WKD. Podczas takich spotkań wspomina się, sentymentalnie i banalnie, szkolne czasy, koleżanki, kolegów, nauczycieli. I na tym zwykle się kończy. Nasze pierwsze spotkanie po latach zdominowała sztuka.

W szkole lekcje rysunku i tak zwany śpiew prowadził profesor Wacław Prusak.  Dla wielu z nas nie były to przedmioty pierwszej kategorii. Lekcje prowadzone przez profesora Prusaka traktowaliśmy lekko. Do spotkania z Jankiem nie miałam pojęcia, że  ten skromny, niepozorny nauczyciel był człowiekiem bardzo wykształconym – ukończył petersburską Akademię Sztuk Pięknych i warszawskie Konserwatorium Muzyczne. Kilkakrotnie wystawiano jego prace w Zachęcie. W naszej szkolnej codzienności nie robił wrażenia „prawdziwego artysty”. Ze zdumieniem słuchałam Janka;  w jego opowieściach profesor Prusak stawał się kimś zupełnie innym. Kimś ważnym. Janek traktował go jako przewodnika do świata sztuki, jako mistrza. Otaczał go szacunkiem i podziwem. Często podkreślał, ile się od niego nauczył, ile mu zawdzięcza. Nie wiem, czy któryś z rówieśników wykorzystał zasoby wiedzy, jakimi dysponował profesor Prusak. Janek był jego najbardziej utalentowanym uczniem.

Niedługo po tym pierwszym kolejkowym spotkaniu – potem było ich sporo, wracaliśmy z pracy mniej więcej o tej samej porze – miałam okazję zobaczyć Janka akwarele.  Głównie pejzaże. Malował prawie bez wytchnienia. Bywałam na jego wernisażach. Odwiedzał mnie w  Puszczy Kampinoskiej, gdzie przez jakiś czas mieszkałam – tam odbyliśmy kilka spacerów, podczas których Janek fotografował to, co go zainteresowało. Drzewa, szuwary. Rozpadające się, opuszczone chałupki. Miał ten dar, że potrafił wyłuskać z otoczenia  jakiś fragment i nadać mu wyjątkową wartość i wyjątkową urodę.

W Jankowych pejzażach moją szczególną uwagę przykuwało niebo wypełniające przestrzeń nad malowanymi polami czy lasami. Chmury i chmurki o niezwykłych barwach i kształtach.  Gdy patrzyłam na te kolorystyczne fantazje, przychodziły mi na myśl słowa Juliusza Słowackiego:

Dla mnie na zachodzie

Rozlałeś tęczę blasków promienistą;

Przede mną gasisz w lazurowej wodzie

Gwiazdę ognistą…

Barbara Walicka

Wspomnienie o Janku Gołębiewskim,

wspaniałym, ciepłym człowieku, otwartym na ludzi i świat.

            Urodził się w roku 1944 w Rembertowie, a od 1945 roku był mieszkańcem Pruszkowa. Tutaj ukończył Szkołę Podstawową i Liceum Ogólnokształcące im .Tomasza Zana. Rysował od wczesnego dzieciństwa, a w latach szkolnych zaczął malować. Sam o sobie napisał: „Od dziecka podziwiam wszystkie cuda otaczającej nas rzeczywistości, będącej tworem Matki Natury. Staram się to oddać w malowanych akwarelach od wielu już lat, ba – od dziesięcioleci. Przemierzam łąki, pola i lasy goniąc za nowymi widokami, oczekując nowych wrażeń. Penetruję atrakcyjne widokowo regiony Polski, a rodzimy pejzaż, to główny temat mojej twórczości.

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności jest to, że osoby oglądające efekty potyczek z papierem, farbami i wodą są łaskawe w ocenach i właśnie nimi dodają

mi animuszu”

           Jak wspomina Pani Zofia Rosińska :

„ Był uczniem Wacława Prusaka, nauczyciela rysunków w Liceum Ogólnokształcącym im. T. Zana. Wielu uczniów nie potrafiło docenić talentu swojego nauczyciela. Ale on wiedział, kto z jego uczniów jest utalentowany. Bardzo był zasmucony, gdy się dowiedział, że Janek Gołębiewski nie zdał  do Akademii Sztuk Pięknych i wybrał inny zawód. Ale malowanie pozostało dla niego nieodzownie potrzebne”

         Jak wspomina Cezary Grzelak : „Janek zafascynowany swoim nauczycielem, na jednej z lekcji narysował portret Pana Profesora. Ten, po obejrzeniu uczniowskiego dzieła stwierdził, że nigdy nikt nie oddał tak charakteru jego twarzy”.

         Jan Gołębiewski z wykształcenia był oficerem pożarnictwa. W stan spoczynku przeszedł w 1996r. , w stopniu brygadiera. Przez ostatnie pięć lat pracy zawodowej pełnił funkcję Kustosza Muzeum Pożarnictwa  w Warszawie.

         Ponad czterdzieści lat malował akwarelami, uzyskując w 1988 roku uprawnienia profesjonalne. Technika akwarelowa była tą formą wypowiedzi,

za pomocą której przedstawiał swoje obrazy na wystawach indywidualnych.

Od roku 1980 zaprezentował swoje dzieła na ponad 40 wystawach, w tym :

– sześciokrotnie w Starej Kordegardzie w Łazienkach Królewskich w Warszawie;

– czterokrotnie w Ogrodzie Botanicznym PAN w Powsinie;

– dwukrotnie w Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego  w Pruszkowie;

– na Zamku Królewskim w Niepołomicach;

– w Hotelu „Victoria” w Warszawie ,

– w ambasadzie USA w Warszawie.

            I tak, dnia pierwszego października 2022 roku,  Jan Gołębiewski zakończył swoją ziemską wędrówkę, pozostawiając pola i łąki oraz inne widoki , a także zasmuconą rodzinę i przyjaciół z lat licealnych, przenosząc się  w niebiańskie klimaty.  

Zawsze będziemy wspominać Jego ciepłe, barwne, niekończące się opowieści oraz chęć kontaktu z ludźmi .                 

Odszedł do wieczności, pozostawiając nas w smutku i zadumie. Tam „w górze” pewnie cieszą się z pojawienia tak wspaniałego przybysza.

              Żegnamy Cię Akwarelisto, Oficerze Pożarnictwa, Brygadierze i Kustoszu, żegnaj wspaniały gawędziarzu, człowieku o gołębim sercu, przyjacielu ludzi  i ludzkiej natury.

 

 

                               Przyjaciele z Liceum im. Tomasza Zana w Pruszkowie

Strona 100 lecia Zana

Logo 100 lecia

Strona Liceum

Logo Towarzystwa

Współpraca

Zapraszamy do współpracy

Koleżanki i Koledzy Aby stać się członkiem Towarzystwa wystarczy po zapoznaniu się ze statutem, wypełnić deklaracje członkowską i wysłać ją na adres korespondencyjny podany w zakładce kontakt z nami. Składka członkowska wynosi 50 złotych rocznie.

Kontakt

Deklaracja członkowska

Niezbędne linki

Dokumenty