••
Janek, młodszy ode mnie o rok, chodził do niższej klasy, toteż w czasach licealnych był po prostu jednym z kolegów. Widywaliśmy się na szkolnych apelach, na akademiach, na przerwach, w stołówce.
Prawdziwą znajomość zawarliśmy dopiero w dorosłym życiu, wiele lat po skończeniu szkoły. Któregoś dnia wracałam z pracy w Wydawnictwie Alfa, Janek z Muzeum Pożarnictwa na Chłodnej, gdzie był kustoszem, i wpadliśmy na siebie na dworcu Warszawa Śródmieście WKD. Podczas takich spotkań wspomina się, sentymentalnie i banalnie, szkolne czasy, koleżanki, kolegów, nauczycieli. I na tym zwykle się kończy. Nasze pierwsze spotkanie po latach zdominowała sztuka.
W szkole lekcje rysunku i tak zwany śpiew prowadził profesor Wacław Prusak. Dla wielu z nas nie były to przedmioty pierwszej kategorii. Lekcje prowadzone przez profesora Prusaka traktowaliśmy lekko. Do spotkania z Jankiem nie miałam pojęcia, że ten skromny, niepozorny nauczyciel był człowiekiem bardzo wykształconym – ukończył petersburską Akademię Sztuk Pięknych i warszawskie Konserwatorium Muzyczne. Kilkakrotnie wystawiano jego prace w Zachęcie. W naszej szkolnej codzienności nie robił wrażenia „prawdziwego artysty”. Ze zdumieniem słuchałam Janka; w jego opowieściach profesor Prusak stawał się kimś zupełnie innym. Kimś ważnym. Janek traktował go jako przewodnika do świata sztuki, jako mistrza. Otaczał go szacunkiem i podziwem. Często podkreślał, ile się od niego nauczył, ile mu zawdzięcza. Nie wiem, czy któryś z rówieśników wykorzystał zasoby wiedzy, jakimi dysponował profesor Prusak. Janek był jego najbardziej utalentowanym uczniem.
Niedługo po tym pierwszym kolejkowym spotkaniu – potem było ich sporo, wracaliśmy z pracy mniej więcej o tej samej porze – miałam okazję zobaczyć Janka akwarele. Głównie pejzaże. Malował prawie bez wytchnienia. Bywałam na jego wernisażach. Odwiedzał mnie w Puszczy Kampinoskiej, gdzie przez jakiś czas mieszkałam – tam odbyliśmy kilka spacerów, podczas których Janek fotografował to, co go zainteresowało. Drzewa, szuwary. Rozpadające się, opuszczone chałupki. Miał ten dar, że potrafił wyłuskać z otoczenia jakiś fragment i nadać mu wyjątkową wartość i wyjątkową urodę.
W Jankowych pejzażach moją szczególną uwagę przykuwało niebo wypełniające przestrzeń nad malowanymi polami czy lasami. Chmury i chmurki o niezwykłych barwach i kształtach. Gdy patrzyłam na te kolorystyczne fantazje, przychodziły mi na myśl słowa Juliusza Słowackiego:
Dla mnie na zachodzie
Rozlałeś tęczę blasków promienistą;
Przede mną gasisz w lazurowej wodzie
Gwiazdę ognistą…
Barbara Walicka