Niezapomniani

Nasza Koleżanka urodziła się 21 czerwca 1946 roku. Po edukacji w szkołach średnich ukończyła wydział Filologii Polskiej i Słowiańskiej w zakresie filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Warszawskim.

W 1970 roku rozpoczęła pracę zawodową  w Liceum Ogólnokształcącym  im. Tomasza Zana w Pruszkowie jako nauczyciel języka rosyjskiego. W latach 1978 – 81 była zastępcą dyrektora liceum dziennego oraz dla pracujących. W latach 2005 – 2008 prowadziła zajęcia również w Gimnazjum nr 1 w Pruszkowie.

Całe swoje życie zawodowe poświęciła pracy dydaktyczno – wychowawczej z młodzieżą szkół pruszkowskich.

Doświadczona mocno przez życie potrafiła być wyrozumiała, cierpliwa, życzliwa i oddana uczniom oraz wychowankom dzięki czemu była wśród nich bardzo lubiana. Koleżeńska, serdeczna, ciepła z poczuciem humoru i dużym dystansem do siebie. W ciężkiej chorobie była bardzo dzielna. Pomimo cierpienia bardzo pragnęła żyć, choć to dla Niej było bardzo trudne. Po nagłej śmierci męża, Kazimierza, samodzielnie wychowywała i wykształciła dwóch synów, Pawła i Piotra. Synowie byli dla Niej NAJWAŻNIEJSI.

Odeszła Osoba wyjątkowa – wielu mogłoby czerpać z Jej doświadczeń wzory do naśladowania.
 
                                                                                                 

Koleżanki i koledzy

W moim smartfonie pozostał taki SMS z dn. 25 lipca: <Krzysiu! Ponieważ nie mogłem się dodzwonić, ta drogą składam (koledzy się dokładają!) serdeczne życzenia zdrowia i tylko zdrowia! Trzym się! Adam>. Wiedzieliśmy, że chorował na tą podstępną przypadłość i że choroba postępowała nadzwyczaj szybko. W kwietniu br. zapraszałem Go w imieniu Towarzystwa Absolwentów na tradycyjne jajeczko w nowej szkole: – przyjdź zobaczysz nowy budynek, spotkasz kolegów, będzie wyjątkowo dużo kolegów/koleżanek! – Nie wiem, zobaczę, to zależy jak się będę czuł – odparł. Z Krzyśkiem spotkałem się w klasie („A” czyli francuskiej) prof. Ireny Marynowskiej jesienią 1963, kiedy przybyłem do nowej klasy. Ze względu na swój wzrost zawsze siedział na tylnich ławkach, bardzo towarzyski, otwarty, lubiany bardzo przez koleżanki – nie tylko naszej klasy. Byliśmy klasą na wycieczce do Warki, rok później na kilkudniowej do Poznania/Kórnika. Ale Krzysztofa widzieliśmy głównie na boisku, gdzie nieustannie zagrywał do kosza, ogólnie rzecz biorąc sport był jego namiętnością. Po maturze Żolik utrzymywał ścisłą więź ze starą szkołą, ba! – wkrótce sam został pedagogiem lubianym przez młodzież (proszę poczytać liczne wpisy w Internecie). Ale najpierw skończył Szkołę Medyczną dla Techników Fizjoterapii w Konstancinie, a potem studia na warszawskiej AWF – miał kwalifikację do prowadzenia zajęć z gimnastyki korekcyjnej i piłki koszykowej. Przez lata pracował w Technikum Mechanicznym (wychowawca kilku klas) nim został znanym trenerem po kolei kilku klubów sportowych – i doprowadził prowadzone przez siebie drużyny do czołówki krajowej. Był też radnym w l. 1994-2002 Rady Miejskiej w Pruszkowie. Spotykaliśmy się niemal zawsze na Zjazdach <zaniaków> – wtedy wspomnieniom nie było końca – głównie przepytywaliśmy Jego. Losami zagrożonego Liceum im. T. Zana interesował się bardzo – dowodem spotkania u mnie w ogrodzie na Mosznie, gdzie mimo lipcowego upału – spotkanie zaczynaliśmy na poważnie: – co z Zanem i co trzeba zrobić. W maju 2015 na 50-rocznicy naszej matury spotkaliśmy się w Komorowie w Karczmie u Michała – oczywiście Krzyśka nie mogło tam zabraknąć. Odszedł w wieku 70 lat, pozostawiając w bólu rodzinę: żonę, brata, córki i ukochaną wnuczkę. Będziemy Go zawsze pamiętali, jako dobrego, serdecznego Kolegę. Pożegnaliśmy Go w wypełnionej po brzegi świątyni św. Kazimierza w środę 30 sierpnia.

Adam St. Trąbiński

My, absolwenci Liceum Ogólnokształcącego im. Tomasza Zana w Pruszkowie, pamiętamy Pana Profesora Bronisława SIEMDAJA jako niezwykłego Nauczyciela wychowania fizycznego, który z lekcji – chętnie omijanych przez uczniów wielu szkół – uczynił oczekiwane przez nas zajęcia. Tęskniliśmy też za wakacjami z Profesorem, bo wtedy był dla nas nieocenionym doradcą i przyjacielem na obozach.

Punktualny, wymagający, pełen optymizmu i humoru, a kiedy trzeba – stanowczy.

Prowadzone przez Profesora lekcje wychowania fizycznego i zajęcia Szkolnego Koła Sportowego wyzwalały w nas dążenie do osiągania sukcesów sportowych i pobudzały do szlachetnej rywalizacji.

Nasza sprawność, osiągana dzięki systematycznym, perfekcyjnie dobieranym przez Profesora ćwiczeniom, była ceniona przez wielu trenerów, łapczywie sięgających po Jego wychowanków, aby wykreować ich na mistrzów różnych dyscyplin sportowych.

Po zaprzestaniu czynnej działalności zawodowej cieszył nas Profesor swoją wyjątkową osobowością na spotkaniach Towarzystwa Absolwentów naszego Liceum.

Takiego Cię pamiętamy, Profesorze. I nie zapomnimy.

Absolwenci

Liceum Im. Tomasza Zana w Pruszkowie

 

 

BRONISŁAW SIEMDAJ (1922-2017)

Jak wspomina Krystyna Brzozowska-Juszczyk (matura 1961) : – Prof. Siemdaj był nam wszystkim bardzo bliski, umiał zainteresować sprawami związanymi z wojskiem i wojskowością, miał też wyjątkową cierpliwość. Był naszym dowódcą, a jednocześnie dobrym, wyrozumiałym i pobłażliwym Tatą, rozumiał młodzież, tolerował nasze „wygłupy” i śmiał się razem z nami.

Pochodził z miejscowości Stanisławowice (dziś na trasie A-4) koło Bochni, gdzie się urodził 9 stycznia 1922 r. Siemdaj ukończył najpierw studium nauczycielskie a potem Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Krakowie. Studia kontynuował na warszawskiej AWF, którą ukończył (dyplom nauczyciela wychowania fizycznego) w 1952 r. i podjął prace w LO im. T. Zana. W naszej szkole prowadził ponadto zajęcia przysposobienia obronnego (tzw. PW) i był instruktorem lekkiej atletyki. Od roku szkolnego 1958/1959 podjął w niepełnym wymiarze etat w Technikum Mechanicznym – gdzie pracował do 1995 r. – a więc jakby niebyło 37 lat. „Bronek” – jak Go popularnie nazywała młodzież zanowska – przy Daszyńskiego pracował do 1973 (21 lat) – od roku szkolnego 1973/1974 na stale był związany z Zespołem Szkół Zawodowych. Oczywiście uczył tam przysposobienia wojskowego i prowadził sekcję strzelecką Szkolnego Klubu Sportowego. Społeczność obu szkół zapamiętała przede wszystkim Siemdaja z owych zajęć strzeleckich – w ZSZ na przyszkolnej strzelnicy, a zaniacy na tzw. Dołach (pomiędzy ul. Lipową a torami kolejki WKD – na obecnej granicy Pruszkowa i Komorowa). Wyprawiano się tam, co roku w okresie matur, by ciasnej szkole zapewnić trochę niezbędnego spokoju, owe obowiązkowe strzelania z PW były jednak atrakcją na zasadzie pikniku. Wiązało to się z przejściem przez miasto z bronią, co budziło pewną sensację. Pamiętam ze swego pobytu w Liceum sytuację, gdy zgromadzoną na strychu szkoły broń – stare poniszczone Mauzery – trzeba było „odtransportować” na milicję. Prof. Siemdaj zarządził zbiórkę na boisku, grupy kolegów wyniosły kilkadziesiąt sztuk tej broni (a każdy Mauzer nieco ważył) i czwórkami udaliśmy się pod komendę na ul. Kraszewskiego. Popłoch w mieście się zrobił, dowcipni koledzy odpowiadali na pytania przechodniów: – idziemy na ćwiczenia wojenne. Po niemal godzinnym postoju wróciliśmy z bronią do szkoły – zdanie starych karabinów na komendzie się nie powiodło, czegoś tam nie dogadano… 

Na przełomie lat 50. i 60 Siemdaj brał udział w tradycyjnych, zanowskich spływach kajakowych (głównie na Mazury), więc musiał się opiekować sprzętem, nim prof. Wojkowski zastąpił go w tej roli. Ale Profesor znany był głównie z organizowania licznych obozów rowerowych. Warto dodać, że swoją „pasją strzelecką” zaraził skutecznie społeczność Technikum Mechanicznego (potem ZSZ) – prowadził tam sekcję strzelecką Szkolnego Klubu Sportowego. Dzięki jego zaangażowaniu młodzież zbierała laury zarówno na szczeblu wojewódzkim, jak i krajowym – zawody od Srebrny Muszkiet. Były tam warunki, bo szkoła posiadała swoja strzelnicę i wyposażenie potrzebne do treningów strzeleckich. Wraz z odejściem Profesora w 1995 sekcja ta zupełnie upadła. Co to znaczy odpowiedni człowiek!? W swoim wspomnieniu Kol. Krystyna publikuje odznaczenia Profesora: – Srebrny medal za zasługi dla obronności kraju – z 1978 r.; Medal Komisji Edukacji Narodowej – z 1981 oraz Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski – z września 1983, dodajmy – trochę tych odznaczeń za mało, ale takie były czasy.

Profesora Siemdaja pożegnamy2 czerwca 2017 uroczystą Mszą w pruszkowskim kościele pw. św. Kazimierza – będziemy Go zawsze pamiętali.

 

Adam St. Trąbiński

Na podst. Wspomnień K.Brzozowskiej-Juszczyk „MY ZANIACY” TOM II – 2009

                  Biografie nauczycieli – B. Bożena Kępkowska „95 LAT DZIAŁALNOŚCI ZESPOŁU SZKÓŁ         OGÓLNOKSZTAŁCĄCYCH i SPORTOWYCH W PRUSZKOWIE – 2016

1/Nekrolog — GW piątek 2 czerwca

2/wspomnienie – Głos Pruszkowa nr czerwiec/2017

3/klepsydra  

Julia Hoser KrauzeJulia Hoser Krauze, absolwentka Liceum Ogólnokształcącego im. T. Zana, urodziła się 2 maja 1941 roku w Warszawie. Była córką Janusza Henryka Hosera i Haliny Ireny z d. Zabłońskiej. W roku 1944 straciła ojca zamordowanego, członka AK, w czasie Powstania Warszawskiego na Woli, na dziedzińcu fabryki Franaszka. Wraz z nim zginął dziadek Henryk Hoser (NSZ). Ciał nie znaleziono.

Wraz w matką i młodszym bratem Henrykiem uratowała się przebywając w tym czasie w Podkowie Leśnej. Tułaczka popowstaniowa wiodła przez Kraków i Rabkę, by skończyć się w Śremie Wlkp. w 1946 r. Tam uczęszczała do dwóch klas szkoły podstawowej. Mieszkała wraz z bratem i ciotką Urszulą w folwarku Kawcze na leżącym do babci po kądzieli, Marty Zabłońskiej. Matka Halina dojeżdżała z Warszawy, gdzie odbudowywała Firmę Braci Hoser.

W 1949 roku wraz z najbliższą rodziną zamieszkała w Żbikowie, przygarnięta przez jej stryja Piotra Hosera i jego siostry, właścicieli znanych „Szkółek Żbikowskich”. Naukę szkolną kontynuowała w szkole podstawowej im. Marii Konopnickiej przy ul. Narodowej 26 w Pruszkowie. W 1954 roku rozpoczęła naukę w Liceum im. Tomasza Zana, do którego uczęszczały kolejne pokolenia Hoserów. Jej ukochaną profesorką była niezapomniana P. Maria Anterszlak, historyk. Działała w ZHP odrodzonym po odwilży 1956 roku i w Szkolnym Kole PTTK. Panią Profesorką opiekowała się w jej ostatniej chorobie; była zawsze wrażliwa na ludzkie cierpienie.

Po zdanej maturze Julia Hoser rozpoczęła studia w 1958 roku na Wydziale Ogrodniczym SGGW. Zamieszkała wówczas wraz z matką i bratem w Warszawie na Rakowcu, gdzie do czasów powojennych były zakłady ogrodnicze selekcji odmian i nasion likwidowanej przez komunistów Firmy Braci Hoser. W ten sposób została kolejną studentką i absolwentka uczelni z tej samej rodziny pochodzenia. Zainteresowana przez matkę (inż. rolnictwa) zajęła się genetyką roślin w Katedrze Genetyki Roślin u prof. Heleny Bańkowskiej, u której pisała doktorat i habilitację na podstawie własnych doświadczeń genetycznych.

Od 1964 była pracownikiem naukowym w Instytucie Warzywnictwa w Skierniewicach. Tak wspominają ją koledzy: „długoletni pracownik naukowy, związany z Instytutem Warzywnictwa w Skierniewicach od 1964 do 1994 roku. Wielki autorytet moralny i naukowy. Całe swoje życie zawodowe poświęciła problematyce z dziedziny genetyki i hodowli roślin warzywnych, jednocześnie służąc swoją ogromną wiedzą wszystkim Koleżankom i Kolegom. Autorka wielu zagranicznych i krajowych monografii i publikacji naukowych. Była człowiekiem wielkiej wiary, uczciwym, o wrażliwym sercu, otwartym na potrzeby innych, zawsze kierującym się w życiu prawdą. Wielka społeczniczka, współtworzyła założycielską grupę NSZZ „Solidarność” przy Instytucie Warzywnictwa. Pozostanie w naszej pamięci jako skromna, pogodna i życzliwa Koleżanka”. Po ukończeniu studiów Julia Hoser, w 1967 została żoną Eugeniusza Krauze, z którym doczekała się trojga dzieci i dziesięciorga wnuków. Wychowanie dzieci, to była jej druga i dominująca pasja życiowa. Dla niej skończyła przedwcześnie pracę zawodową i dawała z siebie wszystko, by dzieci i wnuczęta otrzymały dobre wychowanie i wykształcenie. Domatorka, ale utrzymująca wiele kontaktów, poświęcała się bez reszty pielęgnacji starszych osób w rodzinie i żadne posługi nie były dla niej obce. Miała silną osobowość i charakter. Jako weredyczka wszystkim mówiła prawdę „w oczy”, nie zważając na konsekwencje i z wielką siłą przekonania.

Zachorowała wreszcie na nieuleczalną chorobę neurologiczną, wyniszczającą i pozbawiającą kolejnych funkcji fizjologicznych. Odmawiała uporczywej terapii i jak całe życie, tak i chorobę powierzała Bogu, jej najwyższej wartości i celowi. Tę wiarę potrafiła zaszczepić swoim najbliższym. Taką znałem, jako moją Siostrę. Abp Henryk Hoser SAC.

Jesteś lub byłeś absolwentem?

Logo Towarzystwa

Współpraca

Zapraszamy do współpracy

Koleżanki i Koledzy Aby stać się członkiem Towarzystwa wystarczy po zapoznaniu się ze statutem wypełnić deklaracje członkowską i wysłać ją na adres korespondencyjny podany w zakładce kontakt z nami. Składka członkowska wynosi 30 złotych rocznie.

Kontakt

Niezbędne linki